• $8.99

Publisher Description

Nic nie zapowiadało tego, co w tym dniu miało się wydarzyć. Pogoda, w porównaniu z wczorajszym dniem, poprawiła się zdecydowanie i od samego ranka świeciło słońce. Deszcze, prawie dwa tygodnie lejące w całej Europie, zniechęciły ludzi do opuszczenia swoich pieleszy. Ale tego dnia było inaczej. Temperatura skoczyła w górę, a bezchmurne niebo wróżyło nareszcie ciepłe lato.
Gero, zadowolony z nagłej zmiany aury, wstał z łóżka w doskonałym humorze. Kilka minut później pędził sportowym rowerem po nieco mokrej jeszcze szosie w kierunku leżących w dolinie Ahru winnic. Jeszcze wczoraj pokłócił się ze swoim szefem i w fatalnym nastroju opuścił redakcję lokalnego tygodnika. Miał dosyć pisania tekstów wychwalających miejscowych notabli lub opisywania zebrań hodowców królików czy miniaturowych kogucików. Może nie zrobiłby tego, gdyby nie rozmowa z redaktorem naczelnym bońskiego dziennika, który obiecał mu bardziej intratną współpracę. Co prawda, nie zaproponowano mu stałego uposażenia, a tylko współpracę, ale jak sobie obliczył, miesięcznie powinien zarobić więcej na dwóch lub trzech artykułach, niż w tym szmatławcu, jak nazywano popularnie jego macierzysty tygodnik. Uwolniony od nielubianej pracy, w dobrym humorze pędził przed siebie, radując się słońcem. W tej chwili pragnął tylko jednego: wyłączyć się od wszystkiego i rozkoszować piękną przyrodą.
Wiele sobie obiecywał po pobycie w małej wsi Vettelhoven, położonej około 15 minut jazdy samochodem od Bonn, a leżącej tuż pod lasem rozciągającym się daleko do Belgii. Szczególnie latem, przepojone aromatem łąk i lasu powietrze, pachnie prawie do godzin południowych.
Wieś leży na płaskowyżu i nikt z przyjezdnych nie domyśla się, jaka niespodzianka czeka go niespełna trzy kilometry od jego wakacyjnej kwatery. Stąd prowadzi droga do znanej z produkcji czerwonego wina miejscowości położonej już w dolinie rzeki Ahr, Dernau.
Gero mieszkał w Bonn dopiero od dwóch lat i nie znał jeszcze dobrze tych okolic, bowiem jako dziennikarz obsługiwał miejscowości położone bliżej Renu.
Rozpędził kolarzówkę, by się rozkoszować zjazdem serpentynami. Gdy przy kolejnym zakręcie zobaczył pomiędzy drzewami panoramę rozciągających się na zboczach doliny winnic, dziwnie zawirowało mu w głowie i zachwiał się. Zwolnił rower na tyle, by zobaczyć, czy nie złapał gumy. Zerknął szybko na koła, i stwierdził, że wszystko jest w porządku. Puścił hamulec i zaczął znowu nabierać szybkości ze stromej góry.
Droga stawała się coraz bardziej kręta. Przy następnym bardzo ostrym zakręcie, wszystko ponownie zawirowało mu w oczach i czuł jak traci kontrolę nad rowerem. W powietrzu, w tej samej chwili, rozległ się złowrogi pomruk przypominający odgłosy burzy. Kątem oka zauważył skaczące po jezdni tuż obok niego, oderwane od nawisu skalnego olbrzymie głazy, jakby nic nie ważyły. Z ogromnym wysiłkiem udało mu się je ominąć, wjechał jednak na rozmiękłe, nasiąknięte długo padającymi deszczami pobocze drogi i poczuł, że toczy się z wysokiego urwiska w dół. Miejsce to, na szczęście, było porośnięte gęstą trawą, która złagodziła upadek. Leżąc w dole, w pierwszym momencie nie wiedział, co się stało, dopiero po chwili dotarło do jego świadomości - trzęsienie ziemi. Zszokowany, leżał w dalszym ciągu bez ruchu. Po kilkunastu sekundach spokoju nastąpił następny wstrząs, ale krótkotrwały i ziemia wydała odgłos jakby grzmotu, który odbił się echem od góry. Gero usłyszał jak w pobliżu przetaczają się olbrzymie głazy.

GENRE
Mysteries & Thrillers
RELEASED
2017
May 7
LANGUAGE
PL
Polish
LENGTH
183
Pages
PUBLISHER
Bruno Wioska
SELLER
Smashwords, Inc.
SIZE
382.8
KB

More Books by Bruno Wioska